Czym
- Michał jak dobrze, że już przyszedłeś. Ależ paskudnie wyglądasz… Co się stało?
- To długa historia. Zamówiłeś już? – Michał miał dziwny głos. Smutniejszy niż zwykle. Ogólnie
wyglądał smutno.
- Tak. Dla Ciebie też już zamówiłem. Mów co się stało. A gdzie Anka? Mysłałem, że przyjdziesz
z nią.
- Nie mogła przyjść. Wczoraj… miała wypadek.
- Coś się jej stało?
- Zmarła na miejscu. Bezboleśnie jak mnie zapewniali.
- O kurwa. Michał, współczuję. Jeżeli Ci czegoś trzeba to mów.
- Dzieki Andrzej. Jedyne co mi trzeba teraz to rozmowy… Rozmowy jak za dawnych lat. Pamiętasz
jak chodziliśmy do technikum? Ehh… To były czasy… Dzisiaj, przez cały dzień myślałem… O
mnie, o Ance, o nas. Tuż po ślubie uzgodniliśmy, że nie chcemy mieć dzieci dopóki obydwoje się
w życiu nie ustatkujemy. Tak naprawde to ja chciałem tak z innego powodu. Ja… Ja Jej nie
kochałem. Ożeniłem się z Nią, gdyż myślałem, że z czasem Ją pokocham… Do wczoraj myślałem,
że to się nie stało.. Kiedy się dowiedziałem, że zmarła, zdałem sobie sprawę, że Ją pokochałem.
Może to nie była czysta miłość, tylko przyzwyczajenie, że jest przy mnie zawsze kiedy tego
potrzebuje… Nie wiem… A może to była prawdziwa miłość? Nie wiem, nie chcę o tym myśleć.
Nie chcę się z nikim widzieć… Chciałbym uciec gdzieś na koniec świata, być samemu. Aby nikt
mi nie przypominał Jej. Jej uśmiech, Jej sposób chodzenia, Jej gestykulacja… Widze to w każdym
człowieku… Jestem wdzięczny, że Ty jesteś inny… Że u Ciebie nic Jej nie widzę… Jesteś sobą
i tylko sobą…
Po 5 minutach Michał otworzył oczy i powiedział cicho:
- Dziękuje mój urojony przyjacielu, za rozmowę. Dziękuje, za to, że zawsze ze mną byłeś w dobrych
i złych momentach…
Po czym wstał wziął plecak i wyszedł z mieszkania. Na ulicy do kosza wyrzucił klucze. Poszedł
przed siebie, obojętny był mu kierunek, czas i miejsce. Twarze które go mijały były mu obojętne.
Krople deszczu były mu obojętne.
Gdy wysiadł z samochodu poczuł zapach kawy. Od razu poszedł w kierunku baru. Typowa blondynka
podała mu nieświeżą kawę, oraz przypaloną jajecznicę. Było mu to obojętne, lecz jednak kelnerka
- Kaśka jak głosiła jej plakietka – nie była mu obojętna. Miala dziwny połysk w oku. Gdy płacił
zapytał się o której kończy.
- O 20.30 bądz przed drzwiami – brzmiała odpowiedź.
Miał kilka godzin, więc poszedł do najbliższego motelu się wykąpać, oraz troche odpocząć. Gdy
wyszedł spod prysznica czuł się jak nowo narodzony. Z tym uczuciem ogolił się. Zrobił małą
przepierkę ubrań i poszedł pod bar. Czekała na niego. Zaprosił ją na spacer, na co ona chętnie
się zgodziła. Wyczuwał od niej jakis dziwny zapach, ale nie przeszkadzało mu to. Nie wiedział
co to za zapach więc go ignorował.
Gdzieś koło północy zaczął wiać zimny wiatr, Kaśka mocniej wtuliła się do jego boku. Wtedy sobie
przypomniał co to był za zapach. Zapach pożadania, chcicy. Stanęła mu przed oczami Anka, ale
było mu to obojętne. Pocałował ją, odpowiedziała najpierw niechętnie, a potem już mocniej. W oku
miała taki sam błysk jak Anka, ale zignorował to. Pozwolił by jego ciałem zawładnęła tęsknota,
pragnienie, pożadanie. Szybko dotarli do pokoju który wcześniej wynajął. Kaśka najpierw ze
zdziwieniem, a potem z zaciekawieniem spoglądała na niego. Nie przejmował sie tym. Zaczął ją pieścic najpierw przez ubranie, a potem zdejmując kolejne partie ubrania mocniej pieścił ją.
W końcu stanęła przed nim naga, położył ją delikatnie na łóżku. Nie przejął się ze zaskrzypiało.
Całował ją całą, nie było miejsca którego jego wargi, język nie dotknęły przynajmniej jeden raz.
Za każdym razem jej ciało przeszywał dreszcz. Nie przejmował się tym, czuł tylko chuć by jak
najszybciej wprowadzić swojego członka do jej małej pochwy. Z początku miał trudności, ale po
chwili wchodził już głębiej i lżej. Początkowo Kaśka jagby się opierała, ale tak dla przekory,
potem już ochoczo pozwoliła mu zawładnąć swoim ciałem. Łóżko skrzypiało, ona krzyczała. Michał
szybko doszedł, więc aby i Kaśka była uszczęśliwiona zaczął jej wkładać najpierw dwa palce, a
z upływem czasu więcej. Zaczęła głośniej jęczeć przy czterech palcach. Poprzestał na nich,
chociaż z przyjemnością wsadził by więcej. Gdy poczuł, że ona dochodzi wyjął palce i ponownie
wsadził swoje narzędzie. Gdy tylko ona skończyła szczytować wyjął członka i wyprysnął jej spermą
prosto w usta. Gdy uporała sobie z taką ilością popatrzyła na niego z wyżutem, i powiedziała:
- To Cię w sumie będzie kosztować 500 zł.
Michał się zdziwił, a po chwili się zorientował, że była to zwykła dziwka.
- Nie było mowy o płaceniu. Wynoś się stąd Ty dziwko jebana. – Mówiąc to podchodził do swojego
plecaka.
- Wyjdę jak mi zapłacisz! – wołała Kaśka.
- A mi się zdaje, że wyjdziesz wcześniej. Poznaj moją długoletnią kochankę. – Wycelował w nią
pistoletem, po czym strzelił kilka razy.
Nigdy nie zdejmował tłumika z lufy, więc słychać było tylko ciche świski. Po czym wziął swoje
rzeczy i pojechał do następnego miasteczka.


Małe statystyki
25,865 słów napisanych przez 255 dni