Grupa cz. 2

- Gdzie jedziemy? – zapytała Anka
- W Bazie nauczyłaś się używać swojej Mocy. Tam gdzie jedziemy nauczysz się z Nią żyć. W Bazie nie
było łatwo. Tam będzie jeszcze gorzej, ale już nie będziesz sama. Poznasz ludzi którzy zmienią ten świat.
Mówiłem Ci kiedyś słowa pewnego proroctwa:

"Po Wojnach, kiedy wszyscy będą myśleli, że się skończyło
spotka się czwórka ludzi, którzy zmienia świat.
Jeden czarny jak noc którą pogardza,
Drugi biały jak dzień którego nienawidzi,
Trzecia na przekór wszystkim,
Czwarty który był, jest i będzie."
Jechali pociągiem więc rozmawiali na głos. Za oknem świat przelatywał ze zwiększoną prędkością. Nikt nie
patrzył za okno, a szkoda. Zobaczyłby świat jaki kiedyś istniał, zanim wybuchła Wojna. Zanim ludzie
skoczyli sobie do gardeł. To było dawno, dawno temu.
- Głupie proroctwo. Przecież te najlepsze są zawsze rymowane.
- Tak napisano na grobach wojowników którzy zginęli na początku Wojny. Ludzie się dziwili czemu to piszą,
ale nikt nie zadawał pytań. Jak się już Wojna skończyła, jak się pogodzili nikt nie odwiedzał grobów,
nikt nie czytał tego napisu. Napis się zdąrzył zatrzeć, widac tylko te 6 linijek. Pełne proroctwo ma 10.
- To nie jest miejsce na rozmowę na ten temat – usłyszała w myślach Anka.
Zamiast odpowiedzieć przytuliła się bardziej do Michała.
* * *
- Kto idzie?
Michał zamiast się przedstawiać poszedł ścieżka dalej. Anka nic nie mówiąc poszła za nim, lecz on dał
jej sygnał ręką, żeby nie szła dalej. Sam poszedl na szczyt, nie reagując na znaki ustawione przy ścieżce
i głoszące co się robi z nie proszonymi gośćmi. Zresztą i tak mało osób tutaj przychodziło. W mieście
u stóp góry ludzie mówią, że tutaj żyją czarodzieje, robiąc przy tym takie jakby w każdej chwili Oni
mogli zabić ich nie schodząc z góry.
Po chwili Michał pokazał sie na zakręcie ścieżki i zawołał Ją. Poszła bez lęku, gdyż uważała, że jest
przy nim bezpieczna.
- Tak wyglądała Ziemia przed Wojną, wszędzie było pełno kwiatów, zwierząt. Po Wojnie to wszystko zostało
zniszczone, była tylko pustynia, ale dzięki naszej mocy udało się nam to odzyskać na tym małym poletku.
Widok był bardzo piękny. Wokół domku rosły wszelkie odmiany dzikich kwiatów polnych. Za domkiem Anka
zobaczyła ogródek w którym rosły jarzyny. Przed samymi drzwiami wisiała skóra niedźwiedzia do wyschnięcia.
- Skóra jest stuczna. Jedyne zwierzęta to króliki i ryby. Nic więcej nie jesteśmy w stanie odzyskać, ale
to się za niedługo zmieni.
Nic nie mówiąc weszli do środka. Chata wyglądała jak replika starej XVIII wiecznej chaty góralskiej. Tak
nie pasująca do XXV wieku, że aż prawdziwa. Znajdowali się w salonie. Na przeciwko drzwi ogień chuczał
w kominku. Nad kominkiem były pełne słowa proroctwa:

"Po Wojnach, kiedy wszyscy będą myśleli, że się skończyło
spotka sie czwórka ludzi, którzy zmienia świat.
Jeden czarny jak noc którą pogardza,
Drugi biały jak dzień którego nienawidzi,
Trzecia na przekór wszystkiemu
Czwarty który był, jest i będzie.
Gdy się spotkają zniszczą znany Świat,
a na jego prochach powstanie nowy świat.
Ci którzy przeżyja będą mieli drugą szanse
na naprawde swych błedów."

Migotliwe ognie pochodni ustawionych koło płyty dawały więcej cienia niż światła. Na ścianach wisiały
obrazy przedstawiąjace świat sprzed Wojny. Przed kominkiem, na samym środku sali stał wielki stól, wokól
którego były 4 krzesła. Dwa z nich były zajęte, lecz gdy tylko weszli do chatki obydwoje młodzieńcy
wstali i uśmiechneli się. Jeden był murzynem co raczej nie zdziwiło Anki. Murzyn ubrany był na biało i
jako pierwszy się przedstawił.
- Jestem Andre, Ty pewnie jesteś czwartą do pokera? – jego głos był bardzo miękki, ale z dziwnym
akcentem. Takim jakiego używano przed 200 laty na terenie Stanów.
- Czy to na pewno Ona? Nie wygląda jakby w Jej rękach ważył się los Świata. – głos tego drugiego był
zły. Przypominał relacje z II wojny światowej.
- To jest Hans. Nasz czarny charakter. Hans urodził się przed II Wojna Światową. Był jednym z główno
dowądzącym wojsk Niemieckich. Natomiast Andre, urodził się 250 lat temu. Był najmłodszym w naszej
grupie. Z czasem się przekonasz jakie są ich Dary, i jaki jest Twój.
- Chwila. Jak to możliwe, że Hans ma conajmniej 500 lat, Adnre 250. Pewnie zaraz powiesz, że Ty masz
pewnie z 1000 lat?
- Błąd. Mam zaledwie 400 lat. Pytasz dlaczego My się nie starzejemy? Jagbyśmy się starzeli to by słowa
Proroctwa nie ziściły się. W każdym wieku ludzie inaczej się wychowywali, mają inna psychikę. Każdy woli
co innego, dlatego polączenie tych 4 wieków sprawi, że nowo powstały świat będzie lepszy.
- Przecież przed Wojną nikt nie miał Mocy. Sam tak mówiłeś, że to zmutowane komórki wytwarzają w
niektórych możliwość używania Mocy.
- Tak. Dopiero po wojnie udało nam się ujarzmić Moc. Przed wojną, jednak mogliśmy robić rzeczy o których
się ludziom nie śniło. To nasza trójka stworzyła Grupę. Dzięki nam Ona jest taka jaka jest – pomaga
dobrym ludziom, a złych niszczy. Zajmuję się "ochroną mienia i ludzi". Ochroną ludzi przed ich
własną glupotą.
- Ciekawie wygląda ta ochrona. Bo pamiętam, że uczono mnie zabijać wszelkimi możliwymi sposobami. Poza
jednym – Mocą.
- Bo Im wpoiliśmy do głowy, że Mocą nie mogą zabić drugiego człowieka nie używającego Mocy. Siebie
nawzajem mogą zabić, zwykłych też, ale mają zakaz.
Jedyna osobą która zareagowała na dzwoniący telefon był Michał.
- Mamy robotę. Jutro jedziemy do Krakowa.

* * *
Właściwie to co my tutaj robimy? Przecież jest policja od ochrony nie my.
- Bo to przed czym ich ochraniamy nie jest dla zwykłem policji. Ani nawet dla oddziałow PsychoPolicji.
Ten który ma zaatakować był kiedyś w Grupie. Został wydalony za zbyt agresywny sposób życia. Wszyscy na
stanowiskach?
- Andre gotowy.
- Hans też.
- Anka także chociaż dalej nie wiem co my tutaj robimy.
Bankiet wydany w willi Koordynatora d/s Polski Południowej był przewidziany dla 300 osób. Przyszło
przeszło tysiąc i goryle nie wiedzieli kto jest zaproszony a kto nie. Oficjalna część bankietu została
urządzona w ogródku. Wokół basenu rozstawiono stoły. Byłby to dobry pomysł, gdyby podawano mniejsze
ilości alkoholu – interweniowano kilka razy w celu wyciągnięcia pijanych gości z niego. Wszyscy byli
ubrany garnitury, a kobiety w piekne suknie balowe. Nawet obsługa była tak samo ubrana, lecz zamiast
krawata lub muszki mieli czerwoną apaszkę zawiązana na szyji. Co pewien czas kamerdyner podchodził do
któregoś z ważniejszych gości i zapraszał do środka willi w celu przedyskutowaniu kilku problemów. Każdy
udawał, że go nie interesuje kto idzie do środka, lecz notowali sobie w pamięci w jakiej kolejności
są wzywani. Ponieważ było bardzo głośno jedynym sposobem aby Michał mógł się skontaktować z grupą była
telepatia. W pewnym momencie całą czwórkę złapał skurcz żołądka.
- Już jest. Uprzedźcie policję, aby kazała wszystkim gościom opuścić teren.
Gdy wyszli wszyscy goście lekko zdziwieni, czemu tak wcześnie kończy się bakiet, na środku ogródka został
jeden człowiek. średniego wzrostu, kruczo czarne włosy podgolone na zapałkę.
- Przyszedłem po Ciebie. – Jego głos był jak aksamit. Można go było słuchać, ale nie dało się mu
przeciwstawić.
- Zastanawiałem się kiedy zaszczycisz mnie swoją osobą. Długo karzesz na siebie czekać. Ile to minęło
lat? 200?
- Coś koło tego. Dalej siedzisz w tej zacofanej grupie? O widzię, że masz nową członkinię? Zaraz,
czy to nie Anka? Wygląda inaczej niż Ją ostatnio widziałem.
- Tamta zmarła, 70 lat temu. To jest Jej następczyni. Na nie szczęście nie pamięta jakie ziólko z
Ciebie jest.
- Mamy już atakować czy jeszcze nie? – cichy głos rozległ się w głowie Michała.
- NIE. To jest sprawa między mną a nim. Nie macie prawa się wtrącać. – odpowiedział w myślach, a potem
dodał na głos – Będziemy tak stać czy zrobimy to co nie uniknione?
- Wybór należy do Ciebie – zanim skończył zdanie nieznajomy skoczył na Michała z prostych nóg. Nie
wiadomo skąd pojawiła się krótka katana w rękach Michała i zręcznym skokiem odbił miecz nieznajomego.
- Widzę, że ostatnio ćwiczyłeś. – powiedział nieznajomy.
Tym razem Michał nie czekał na kolejny atak, lecz sam skoczył równie zwinnie, i też nie uginając nóg
w kolanach. Skok był wysoki i trudno było przewidzieć gdzie upadnie. Jednak zamiast spadać Michał zawisł
w powietrzu, tak jagby szukał najlepszego miejsca na lądowanie. Nieznajomy nie chcąc być łatwym
celem zaczął krążyć wokoł basenu, nierównym krokiem.
- Długo zamierzasz tam wisieć?
Nie było słychać kiedy Michał upadł na ziemię, a widać było tylko ciemną smugę która przekoziołkowała
w stronę nieznajomego. Ten momentalnie się odwrócił i chcąc zmylic przeciwnika odskoczył w stronę
Anki. Michał zastygł nie wiedząc co on planuje.
- Zastanawiam się czy już zdąrzyłeś się z nia przespać czy jeszcze nie.
- Nigdy się tego nie dowiesz świno – odpowiedziała Anka i ręce same się ułożyły w Znak Ander. Kiedy
jednak wyrzuciła energię z siebie nie trafiła nieznajomego tylko w stól za nim. On zdąrzył odskoczyć
i ciąć Michała w ramię. Michał nie zauważajać rany ciął nieznajomego w prawe udo.
- Wiesz. Zawsze to dobro wygrywało. Więc tym razem też wygra.
- Masz rację, ale który znasz reprezentuje dobro? Obydwaj chcemy zniszczenia tego świata, więc powiniśmy
razem umrzeć?
Michał zamiast odpowiedzieć skoczył na przeciwnika i końcem miecza drasnął go w krtań. Nie
wiedział nawet, że go trafił do momentu kiedy on bryzgając krwią spadł na trawę.
- Nigdy. Ja zawsze byłem lepszy od Ciebie. A teraz słuchajcie. Właśnie zacząłem kolejną Wojnę. Tym
razem totalna mającą na celu zniszczenie tego świata. On był przywódcą większości gangów, po jego
śmierci zaczną się mordy innych. Skończy się to śmiercią wszystkich. Dlatego natychmiast wracamy w góry,
przeczekać to.
Nikt nic nie powiedział. Każdy miał przed oczami widok jak Michał niepozornie rani nieznajomego. Niby
delikatna rana, a jednak okazało się, że całe gardło zostało poharatane. Anka nie wytrzymała i wyrzygała
się do basenu. Hans się tylko głupio uśmiechnął.
- Zaczęło się. – Andre stwierdził fakt. Nic więcej.