Inny świat…

Delikatny dotyk warg Karoliny wyrwał Arka z zamyślenia. Jak zwykle Arek przestraszył się,
że Karoliny tak naprawde nie ma, że to tylko sen. Ona to wyczuła i tym razem pocałowała go
mocniej, tak żeby Arek obudził się całkowicie. Byli parą 4 lata, mieszkali razem 2, więc znali
się bardzo dobrze.
- Czemu ciągle o nim myślisz? Pogrzeb był 2 tygodnie temu. To, że on umarł nie znaczy, ze
My mamy też umrzeć.- jak zwykle Karolina bardzo dobrze zrozumiała jego minę- To nie bylo
samobójstwo, więc nikt nie ponosi winy. To był wypadek, taki sam jak tamten sprzed 8 lat.
- Właśnie mnie to zastanawia. Mimo, iż on często mówił o swojej śmierci, nie chciał umierać.
Bał się, że spotka tam Pauline. Tak samo jak bał się śmierci tak samo bał sie ponownie
zakochać…
- Bał się, że zrani kogoś tak jak Paulina zraniła jego umierając. I zrobił to. Zakochał się i
zostawił dziewczynę samą. Każdy kto go dłużej znał wie co się w jego głowie działo. Każdy
oprócz jego rodziny, ale to był jedyny wyjątek.
- Nie zrobił tego.- Arek zawsze trzymał jego stronę, w prawie każdym sporze dotyczącym
jego- On przynajmniej nie umarł od razu. Zdążył powiedzieć Ewie, że ją kocha.
- Nie byłoby lepiej gdyby tego nie zrobił? Może wtedy Ewa szybciej by się otrząsneła z tego?
Mogło też z nią się stać to samo co z nim wtedy. Tego nikt nie wie, i nigdy sie nie dowie.
Zresztą i tak mało osób pamięta to co się stało przed 8 laty. Nikt nie wie co on wtedy czuł, co
robił. My znamy tylko fakty podane przez niego.
- Ja je znam bardzo dokładnie… Żadko o tym mówił, ale po kilku latach można było
odtworzyć ten przebieg. Przez to ja znam jego uczucia bardzo dobrze. Byłem jego
przyjacielem.
- Tak, a on ciągle powtarzał, że nie ma przyjaciół. Każdy wie, że był dziwny i, że nikt przy
zdrowych zmysłach nie jest wstanie odgadnąć co on naprawde czuł.
- Więc może ja też jestem wariatem? Kompletnym wariatem gdyż pokochałem Ciebie i
zamieszkałem z Tobą. Kto odpowie na to pytanie?
- Tylko ty sam… Tylko ty jesteś najlepszym sędzią swoich uczuć i uczynków.
- Więc jestem złoczyńca i skazuję się na dożywotnie więzienie w Twoich ramionach.
- Jesteś jeszcze bardziej zwariowany niż on… Jego wariactwo można było nazwać
romantyzmem.. Tego się nie da nazwać jakimkolwiek słowem.
- To jest miłość. Kocham Cię Karolino ponad życie i się bardzo cieszę, że jesteśmy sami.
Nie mogli wiedzieć, że nie byli sami. Nie mogli wiedzieć, że ktoś ich obserwuje, że w pokoju
były jeszcze dwie osoby. Jedną bardzo dobrze oboje znali. To byłem Ja. O drugiej osobie
mogli tylko przeczytać, gdyż nikt nie wierzył w Jej istnienie. Ona była początkiem i końcem.
- Chyba już dość widziałeś? Czas odejść stąd. Czas abyś poznał Moje królestwo. Specjalnie
dla Ciebie je posprzatałam i przebudowałam.
- Chciałbym jeszcze kogoś zobaczyć. Wiem, że jesteś wstanie to zrobić, i wiem, że
zrozumiesz czemu chcę zobaczyć Ewę.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem o Panie.
- Wiesz, że nie cierpie jak tak mowisz do mnie… Ja Cię kocham a ty wyśmiewasz moje
uczucia.
Wykonała gwałtowny ruch ręką. Pokój zamazał się, potem zawirował i zmienił się w
zaciemnione pomieszczenie. Okna były zasłonięte i jedyne światło dawała mała świeczka
ustawiona na środku pokoju. Mimo to można było zauważyć ją. Młoda dziewczyna o
włosach czerwonych jak ogień i oczach jak morze siedziała na łóżku, mówiła bardzo cicho,
przez łzy.
- Czemu to zrobiłeś? Zwłaszcza teraz kiedy się miedzy nami zaczęło układać? Jeżeli mnie
słyszysz to wiedz, że dotrzymam obietnicy. Nie dlatego, że Cię kocham, ale dlatego, że
jestem zła na Ciebie. Zła, że odeszłeś i zostawiłeś mnie samą. Samusieńką na tym świecie.
Wiedz też, że nikomu nie powiem o czym rozmawialiśmy wtedy w szpitalu. Będą wiedzieli, że
tak bardzo Cię kochałam, iż się z nikim nie potrafie związać.
- Nie chcę tego… Chcę abyś się z kimś związała, abyś o mnie zapomniała. Ja jestem jak ta
świeczka. Daję światło, odrobinę ciepła, a potem znikam. Zapomina się o mnie.
Nie usłyszała tego… Zasneła wymawiając moje imie. Jedyne co mogłem zrobić to zgasić
świeczkę. Każdy będzie myślał, że ją sama zgasiła, oprócz niej samej. Z tym, że nikomu tego
nie powie… Bo kto by wierzył w duchy?
- Teraz mogę iść z Tobą na koniec świata.
- Tak daleko to nie idziemy. Tylko do mojego królestwa… Tam będziesz szczęśliwy.
- Byłbym szczęśliwy nawet i tutaj. Nawet na ulicy, pod warunkiem, że bedziesz koło mnie…
- Zawsze będę. Nigdy więcej Cię nie opuszcze.
I tak się stało… Odszedłem z tego świata udając się do świata Śmierci.