Ona
Znowu ją widziałem, jak po kogoś przyszła. Jak zawsze, była piękna. Jej czarne włosy
sięgające do pasa, przy każdym poruszeniu roznosiły woń róż i ziemi. Jak zawsze była w
czarnej długiej sukni, z dużym dekoltem okazującym jej jędrne piersi. Na szyi miała prezent
ode mnie, medalion przedstawiający serce położone na rękach. Gdy mnie zobaczyła,
bezszelestnie podeszła. Nie powiedziała ani słowa, zresztą słowa nie były potrzebne, tylko
ranią. Patrzyłem w jej oczy, niebieskie jak morze i tak samo głębokie. Przytuliłem ją, chciałem
utonąć w jej włosach i zapachu róż.
Gdy otwarła usta aby coś powiedzieć, pocałowałem ją, nie chciałem aby cokolwiek
mówiła. Słowa ranią- powiedziałem to gdy tylko się od niej odsunąłem. Powiedziała, że
rozumie. Mimo, że zerwaliśmy pół roku temu, kochaliśmy się tak jak dawniej.
Rozmawialiśmy, przez długi okres. Wsłuchiwałem się w jej głos, chłonąłem każde z jej słów,
nie przeszkadzało mi to, że mówiła szeptem.
- Weź mnie ze sobą. Kocham Cię i chcę być przy tobie.
- Ja też Cię kocham, ale nie mogę Cię wziąć, gdyż tutaj jest ktoś kto będzie Cię kochał. Zresztą
masz tutaj coś do zrobienia.
- Nie chcesz, czy nie możesz, Simi- nazywałem ją Simi gdyż nie miała swojego imienia. Nikt
nigdy z nią nie rozmawiał więc nie miała imienia.
- Nie mogę. Przykro mi, ale muszę już iść. Wiedz, że będziesz jeszcze długo żył.
Przytuliłem ją, chciałem pocałować, ale ona już zdarzyła zniknąć. Pozostawiła po sobie
pustkę. Przecież Śmierć zawsze pozostawia po sobie pustkę. Miała racje. Próbowałem się
zabić, ale za każdym razem się nie udawało.


Małe statystyki
29,052 słów napisanych przez 809 dni