Samotność
Znowu zostałem sam. Chyba powinienem się do tego przyzwyczaić. Patrząc w przeszłość
widzę jakie błędy popełniłem. Drobne błędy które nic nie znaczą, ale jednak zostałem sam.
Nadchodzi czas samotności, smutku i zniszczenia. Zniszczenia wszystkiego po niej,
wszystkiego co dobre we mnie. Jeśli w ogóle jest cokolwiek dobrego w czarodziejach.
Siedzę w swojej wieży i wołam na świat: Jesteśmy czarodziejami, potrafimy wywołać u innych
miłość, zabić u nich ją, ale u siebie nic nie możemy zrobić. Czemu tak jest?. Jak zwykle
odpowiada mi tylko wiatr, wiatr w opuszczonych korytarzach. Mówili mi często, żebym
wyszedł w końcu z wieży, teraz ich posłuchałem.
Po wyjściu z niej rozglądnąłem sie wokół i nie zauważyłem piękna łąk, śpiewu ptaków, dzieci
rolników z wioski. Ludzkich dzieci. Nie zauważam dziewczyn piorących nad rzeczką. Przed
oczami mam tylko jedno, formułę zaklęcia ktora zniszczy wieże, wioskę… Ręce same
wykonują gesty, usta wypowiadają formułę. Końcówka formuły ugrzęzła mi w gardle. Nawet
tego nie potrafię zrobić. Na całym ciele czuję elektryzujące ciepło niewypowiedzianego
zaklęcia. Wszyscy wokół przyglądają mi się. Nigdy nie widzieli, żebym wychodził z wieży.
Większość ludzi nie poznaje mnie, patrzą złowrogo na mnie.
Idę przed siebie, nic ani nikt nie jest wstanie tego zmienić. Wybiega wojewoda wołając mnie,
nie słucham go. Kiedy stanął przede mną, kiedy zobaczył moją twarz zbladł nagle. Zaczął
machał rękami tłumaczył, że nie mogę odejść, że to moja wioska, że oni zrobią wszystko
abym został. Nie słuchałem, odszedłem. Kiedy wychodziłem przez bramę strażnicy próbowali
mnie powstrzymać. Wystarczy im kilka tygodni odpoczynku i wyzdrowieją. To nie było
mocne zaklęcie.
Po kilku dniach siedzenia samemu w lesie, pod wieczór ktoś podszedł do ogniska. Była to
kobieta, czekałem na nią. Cieszyłem się, że przyszła. Jej wygląd sam mówił kim jest, nie
przejmowałem się tym. Zauważyła to i odezwała się. Tego głosu się nie zapomina.
- Wiesz kim jestem. Szukałeś mnie podobno.
Nie odpowiadałem. Ona i tak wszystko o mnie wiedziała. Popatrzyłem na nią. Zauważyłem,
że ma piękne niebieskie oczy, długie czarne włosy pachnące różami. Tego zapachu oraz jej
oczy nigdy nie zapomnę. Nie zmieniła się mimo, iż jej nie widziałem przez długi okres.
- Dlaczego mnie szukałeś? Wiesz, że każdy kto mnie zobaczy musi umrzeć. Czy tego chcesz?
Czy chcesz, żebym musiała Cię zabić? Zrozum, że ja wiem dlaczego jest Ci źle, ale nie mogę
Ci pomóc. Nie potrafię tego.
Wiedziała. Skąd Ona wiedziała to co ja próbowałem w sobie zabić od tylu lat. W co wogóle
nie wierzę.
- Wiem, że mnie widziałeś jak byłeś młody. To był przypadek, że mnie wtedy zobaczyłeś.
Widziałeś co ja zrobiłam, więc nie rozumiem czemu chcesz tego.
- Wiesz czemu chce.- mój głos był nienaturalnie zimny, chciałem tego- Wiesz o mnie
wszystko. Wiesz wszystko o każdym, więc i o mnie musisz wiedzieć. Wiesz, że ja…
- Nie mów tego, gdyż nie mogłabym odpowiedzieć. Nie mogłabym Ci dać tego co jest w
stanie dać każda inna kobieta.
Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem. O dziwo nie stawiała oporu, chciała tego.
Pocałowałem ją, też nie stawiała oporu. Siedzieliśmy tak długo, nic nie mówiąc.
- Kocham Cię.- powiedziała bardziej w myślach niż na głos.
Nie odpowiedziałem, wiedziałem że nie muszę. Przecież Ona wie o mnie wszystko.
Uśmiechnęła się przez sen. Około północy wstałem. Poszedłem w las, głęboko w las. Nie
chciałem aby ktokolwiek widział, że płaczę. A płakałem długo. Po raz pierwszy było mi
dobrze, chociaż na polanie czekała na mnie Śmierć.


Małe statystyki
29,052 słów napisanych przez 809 dni