Samotny Wilk

Photo by: sometimesong (Creative Commons)
Wataha idzie na polowanie. Wypadało by z nimi pójść. Ciekawe co dzisiaj upolują… Może znowu dużego jelenia jak ostatnio, że starczyło jedzenia nawet dla mnie. Zobaczymy….
Ruszyli… Najstarsi robią nagonkę od północy, a najsłabsi zostali aby odciąć drogę ucieczki. Słychać jak zwierzyna ucieka… Coś na mnie leci… Cokolwiek by to było, nie chcę go widzieć.. Głodny jestem.. Muszę coś zjeść. A nic to.. Może w końcu umrę… Młoda sarna… Nie zauważyła mnie jeszcze… Biegnie wystraszona… Już prawie jest obok mnie.. To nie możliwe, aby mnie jeszcze nie zobaczyła… Skoczyłem na nią… Moje zęby wgryzły się w miekką skórę na szyi. Krew scieka po moim pysku… Co za uczucie… Mógłbym tak ssać jej krew całe życie.. Jest gorąca… Mam szyje w jej krwi… Nie przejmuje się. Niech ścieka.. Niech cały pachnę jej posoką… Patrzę na jej łeb.. To był błąd.. Te oczy… Nie mogę na nie patrzeć, ale nie potrafię przestać.. Zabiłem niewinne zwierze.. Sorry… prawo dzungli.. Przeżyje silniejszy.. ale ja nie chce żyć… Jej oczy są takie pieknę… Proszą o litość. Ona jeszcze żyje… Widzę jak jej pierś oddycha… Nie.. muszę ja dobić… Wgryzam się mocniej w jej kark. Cały jestem obryzgany jej krwią.. Nie chcę, aby ona cierpiała… Oddałbym życie, aby ona mogła żyć… Moje chore odruchy… Nie mogłem się powstrzymać aby nie zabić jej. Musiałem to zrobić… Wybacz mi. Pewnie miałaby tak piękne młode jak ona.. Dlaczego ja to zrobiłem? Puściłem jej kark… Zawyłem głośno przepraszając ją, jej rodzinę, jej matkę… Przepraszałem życie, że jestem
Wilkiem.
Wataha wraca do nory… Ja prowadzę swoją sarnę… Oni złapali dorodnego jelenia i dzika nawet. Doszliśmy… Suki się cieszą, młode skaczą próbując coś uszczknąć. Przewodnik jednak je odgania warcząc głośno.. Któreś z młodych nie zdąrzyło odskoczyć i dostało kłami po karku. Ma za swoje szczeniak… Następuje rozdzielenie jedzenia.. Ja odmawiam swojej porcji, oddalem ją Jej. Niech Ona sie naje.. Ja chce umrzeć… Patrze jak je… Jak połyka ciało mojej sarny… Przechodzą mnie dreszcze… Odwracam się zniesmaczony. Czy Oni nie rozumieją, ze zabili bezbronne zwierzęta? Czym One im zawiniły? Tym, że żyją? Tym, że są innego gatunku niż my? Każdy jest zwierzęciem. I tak każdy z nas może w każdej chwili skończyć na stole człowieka… Być jego trofeum na ścianie, czy futrem dla ukochanej… Lub poprostu zgnić tutaj wśród tych zgliszczy….
Muszę stąd odejść. Źle tutaj jest.. Nie chce być jednym z nich… Chce samotności… Nie chcę widzieć jak drwią ze mnie, że jestem sam.. że nie mam swojej samicy dla której bym polował. Czy nie potrafią zrozumieć, że nie chce mieć dzieci. że nie czuje się dobrze z nimi? że mam dość bycia tej samej rasy co Ci zabójcy?
Odszedłem… Nawet pewnie nikt nie zauwazył, iż poszedłem.. Zreszta czym niby mam się przejmować? Nimi? Nigdy!!!!
Las.. Wokół drzewa… Niemi świadkowie degradacji świata… Gdyby tylko one mogły mówić.. Ciekawe rzeczy by nam opowiedziały… Jak to za czasów gdy były młodymi pędami… Jak ten świat powstawał… Niestety.. nie mogą nic powiedzieć.. Tylko przyglądają się nam… Zresztą, może oni nas wogóle nie zauwazają? Przecież tak krótko w porownaniu z nimi żyjemy…
Podchodzę do jakiejś rzeczki… W sumie chce mi się pić… Gdy piłem, po drugiej stronie podeszła sarna i też chciała się napić. Zauważyła mnie.. Chciała uciec, ale zrobilem ruch jagbym to ja odchodził. Zrozumiała, że nie zrobie jej krzywdy… Spojrzałem na swoje odbicie.. Wciąż byłem cały we krwi… Poczekałem, aż ona sie napije i obmyłem się…
Co za ulga.. Już nie czuje tego zapachu.. Wstyd mi, że musiałem to zrobić.. Nie.. że to zrobiłem… Nie musiałem.. Przecież mogłem nie iść na polowanie…
Poczekałem, aż sarenka odeszła, i poszedłem w przeciwną stronę…
Zbliża się zmierzch.. A ja z daleka od swojego stada… Pewnie teraz zaczyna sie orgia.. Jak zawsze.. Najsilniejsi biorą najlepsze suki.. A niech robią co chcą… Ja jestem wreście wolny…
WOLNOŚĆ!!! wyje na całe gardło…
Powoli układam się do snu… Nie patrzę, czy będę bezpieczny…
Rano gdy się obudziłem, zdałem sobie sprawę, że nie jestem sam na polanie.. Ta sarna co ją spotkałem przy wodopoju, też jest.. Czyżby mnie śledziła? Jej sprawa..
Staram się nie zwracać uwagi na nią…
Zaczynam poranna toaletę… Kątem oka pilnuje co ona robi. Patrzy na mnie.. Nie wiem co ona chce ode mnie… Niby nic by mi nie mogła zrobić…
Głodny jestem… Mówie sobie, że nie zaatakuje jej.. Już dość w życiu zabijałem…DOŚĆ!
Ide dalej.. Ciekawe dokąd dojdę.. Może na koniec świata? Co mi tam.. Gdzieś na pewno dojdę…
Ta mała idzie za mną.. Jej sprawa… Przyśpieszyłem kroku… Młoda nie nadąża za mną…
W końcu ją zgubiłem… Biegnę ile sił w łapach…
Nagle zamarłem… Wyczułem zapach innego wilka.. Czyżby w pobliżu była inna wataha? Nie.. to jest nasze terytorium… Rozglądam się w poszukiwaniu gdzie on się ukrył… Zapach dochodzi zza mnie.. Boję się o sarenkę.. Czyżby on na nią się czaił? Wracam co sił… Wyję na głos aby go przestraszyć… Dobiegam do polanki… Widzę jak on się czai na nia.. Ona taka wystraszona… Wskakuje na niego.. Gryzę go… No.. Ona wreście uciekła.. Co za głupia, dopiero teraz się ruszyła… Nie no.. ten szczeniak się stawia… Pogryzłem go mocno.. Sam też ucierpiałem.. Uciekł przynajmniej.. Już jest spokojnie.. Rozglądam się, gdzie Ona sie podziała.. Widze ją… Kuleje na jedną nogę, ale powinna wydobrzeć…
Co ja zrobiłem? Stanąłem przeciwko własnej rasie w obronie innego zwierzęcia? Czyżbym wyrzekł się swojej rasy?
TAK!!!!
Teraz dopieru czuję się wolny…
Mogę już umrzeć…
Wrócił ten szczyl.. Z wataha..
Przewodnik jest wściekły…
Wyzywa mnie na pojedynek…
Dobrze.. chce pojedynku będzie go miał.. Mi to obojętne..
Stajemy naprzeciwko siebie… Szczerzy kły.. A niech se szczerzy.. Co mnie to obchodzi..
Podchodzi do mnie.. Ja wciąz stoje nierucho i patrze na niego… W końcu go wyprowadziłem z równowagi swoim zachowaniem.. Wyjąc skacze na mnie.. Odsunąłem się troche.. Wylądował na ziemi, nie trafiając mnie nawet.. Jeszcze bardziej się wściekł… Znowu na mnie skacze.. Tym razem odpowiedziałem… Skoczyłem też na niego.. Nasze szczęki wgryzają się w karki… Ciekawe który pierwszy się podda… Obaj mocno zaciskamy zęby.. Krew sie leje.. Teraz to tylko próba krwi… Który dłużej wytrzyma… Rany, ale on silny.. Cały mój kark płonie z bólu.. Nie moge wytrzymać… Ale nie puszczę… Padamy na ziemie.. Znowu jestem cały we krwi.. Jego.. Moja… Obojętne.. Znowu czuję ten zapach.. Znowu budzą się instynkty… Oboje nie mamy już sił, ale mimo wszystko wgryzamy się w kark drugiego… Ile on ma jeszcze tej posoki.. Widze w jego oczach jaki jest wściekły… Wataha wokół wyje… Oni już wiedzą… Umieram… On też umiera… A więc tak wygląda śmierć? Czuję jak jego zęby puszczają… Ja też go puszczam… Pada martwy na ziemie.. Ja jeszcze chwile staram się stanąć… Jednak też opadam…
Umarłem.. WOLNOŚĆ!!!
Opowiadanie to dedykuje wszystkim samotnym wilkom na świecie.. Rozglądnij się, może koło Ciebie właśnie się znajduje jeden z nich?
TTC, 13.06.2001 Kraków.


Małe statystyki
25,865 słów napisanych przez 255 dni